..:: ELIXIR | Gry Fabularne(RPG) | Gry Komputerowe(cRPG) | Fantastyka | Forum | Twoje Menu Ustawienia
   » Ogólne

   » Rozgrywka

   » Świat

   Szukaj
>NASZE STRONY
 MAIN
:: Strona Główna
:: Forum
:: Chat
:: Blogi

 GRY FABULARNE
:: Almanach RPG
:: Neuroshima
:: Hard HEX
:: Monastyr
:: Warhammer
:: Wampir
:: D&D
:: Cyberpunk2020
:: Earthdawn
:: Starwars
:: Arkona

 GRY cRPG
:: NWN
:: Baldurs Gate
:: Torment
:: Morrowind
:: Diablo

 FANTASTYKA
:: Literatura
:: Tolkien
:: Manga & Anime
:: Galeria

 PROJEKTY
:: Elcards
:: Chicago

Arghayll



Nazywam się Arghayll. Wiele nocy spędziłem przemierzając świat wzdłuż i wszerz. Byłem wszędzie tam, gdzie spotkać możne żywą, lub martwą duszę. Na skrzydłach nocy przemierzałem pustynie, równiny, dzikie lasy i góry. Zimny dech czterech wichrów niósł mnie ponad bezmiarami wszystkich mórz i oceanów.
Długo już żyje i wiele wiedziałem. To miasto odwiedzam po raz trzeci w swych wędrówkach. Pytasz gdzie jest moje Dominium? Daleko stąd Przyjacielu. Tak daleko, że zdaję się już nie pamiętać...
Tak. To było piękna miejsce. Kiedy jeszcze żyłem mój pałac był najpiękniejszym w promieniu setek mil. Smukłe wieżyczki. Delikatne blanki, tarasy i ogrody pełne zielni i kwiatów. Moje kwiaty były piękne. Dziesięciu ogrodników i wielu pomocników czuwało, aby każdy krzak, każde drzewo i kwiat miały dość wody, słońca i ziemi, by rosnąć bujnie i cieszyć me oko swym pięknem.
Zamek leżał w dolinie nazywanej przez wszystkich Ogrodem. Wszystko tam rosło zdrowo i bujnie. Lasy obfitowały w zwierza, jezioro w ryby. A wioski w piękne dziewczęta. Byłem tam szczęśliwy. Jakżebym mógł nie być, skoro wkoło panowała wiosna, radość i śmiech?
Lato było parne, ale znad gór często powiewał chłodniejszy wiatr i koił nas wieczorami. Za dnia chadzaliśmy nad jezioro.
Jesień przychodziła i zasypywała drogi, parki i lasy dywanami liści, a drzewa przybierały tysiące barw. W sadach na ciepłym, jesiennym słońcu dojrzewały owoce, a wszyscy świętowali i dziękczynili za kolejny piękny rok.
Zima była mroźna, ale skuta lodem i zasypana śniegiem, dolina tylko piękniała. Szron i sople lodu girlandami i potokami zwieszały się z gałęzi, gzymsów, tarasów i odrzwi. Puchowe czapy lodowatego śniegu pokrywały cały krajobraz i tylko gdzieniegdzie, pośród drzew, skał i zamarzniętych potoków stała przycupnięta, drewniana chacina, z której unosił się dym z paleniska i zapach pieczonego mięsa i warzyw. Jadła i opału zawsze było pod dostatkiem w mojej dolinie. Nikt nie marznął i nie głodował.
Lata mijały powoli. Z każdym rokiem odkrywałem piękno świata. Zgłębiałem jego mądrość zawartą w życiu codziennym i w księgach. Byłem taki szczęśliwy...
Ale to dawne dzieje. Od tego czasu już nie raz przekonałem się, że świat nie jest rajem. Jest piekłem, w którym los łudzi nas i bawi się nami, pokazując nam raj i odbierając go po tysiąckroć.
My jednak nie jesteśmy demonami Przyjacielu. Nie jesteśmy nimi mimo tego co mówią inni z naszego rodzaju. My byliśmy ludźmi. I wierze, że w pewnym sensie dalej nimi jesteśmy. Więc skoro oni są stworzeniami bożymi, dlaczegóżby my nie mielibyśmy nimi być?
Tak, bóg na przeklął. Wykluczył z grona swych dzieci. Klątwą nałożoną na pierwszego nas, na naszego Ojca, ukarał nas wszystkich. Zamknął przed mani wrota raju pozaziemskiego. Ale czy uważasz, że nie pozostawił nam szansy na odkupienie? Że nie ma dla nas nadziei? Po co w swej mądrości i miłosierdziu zsyłałby na ziemię zarazę jaką jesteśmy, jeżeli nie po to by nas odkupić? By oddzielić plewy od ziarna. Nawet od tego zepsutego...
My jesteśmy przeklęci. Cierpimy przez wieki głód i zimno piekła na ziemi. Nienawidzimy świata i siebie samych. Pokutujemy. Smakujemy ból. Czy jesteśmy tak różni od ludzi? Oni też łakną. Też cierpią, walczą ze sobą, nienawidzą siebie samych. Człowiek ze swej natury cierpi i nie pasuje do reszty świata. Jest jego zdobywcą, panem, władcą i...ofiarą. Jest drapieżnikiem tak jak my.
Ludzi ciągle walczą ze światem, innymi ludźmi i z sobą samymi. Walczą o przetrwanie, o doskonalenie swej duszy i umysłu. Walczą o zbawienie.
Jeśli wiec miarą człowieczeństwa obrać cierpienie i walkę, tą zewnętrzną i wewnętrzną, czemuż by My, Vampyry nie mielibyśmy być bardziej ludzcy od nich? Nasz walka jest cięższą, nasze cierpienie niepomiernie okrutniejszym i dłuższym. Wiecznym niemal...
Wszystko sprowadza się do tego kim jesteś w środku. Nie jest istotne, że jesteśmy wampirami. Tak, nasze zbrodnie są stokroć potworniejsze od ludzkich, nasze grzechy śmiertelne. Ale czy i nasza pokuta nie jest potworniejsza? Czy cierpienie nie jest śmiertelnym?
Iluż to ludzi kradnie, złorzeczy i przeklina? Iluż cudzołoży? Ilu mordowało mój Bracie? Mimo to mogą być zbawieni. Dalej są ludźmi. Znałem wapmiry, które nigdy nie zabijały. Nigdy nie kradły, nie złorzeczyły, nie kłamały i... i bywało tak, że takim zbrodnią przeszkadzały. Niektórzy z nich kochali ludzi. I bywało, że byli przez tych ludzi mordowani. Mimo całej swej dobroci, łaski i szacunku jakimi je obdarzali, byli zabijani przez własne trzody i... przez ludzkich przyjaciół. I nawet w obliczu śmierci, choć mogli z łatwością ocalić swe istnienie, nie czynili krzywdy swym oprawcom.
Nie raz już czytałem w teksach pisanych przez ludzkich filozofów wschodu i zachodu, że miarą tego jak bardzo "ludzkie" jest dane społeczeństwo jest jego nauka, sztuka, poezja i filozofia. Czyż właśnie my, mój Branie, nie posiadamy największych dokonać w tych dziedzinach? Czy nie jesteśmy największymi twórcami, znawcami, krytykami, filozofami, poetami i historykami? Czy księga Nod ustępuje swą treścią ludzkim traktatom historycznym? Czy nasze rzeźby i obrazy, wytwory rąk mistrzów doskonalących swój kunszt przez stulecia, nie są cudowniejszymi od ludzkich? Wreszcie, czy nasi filozofowie, którzy zgłębiali przez wiele ludzkich żywotów historie i traktaty, którzy przez całe dekady rozmyślali w samotniach niedostępnych dla śmiertelnych, nie zasługują na uznanie i podziw? Nasza cywilizacja opiera się na ludzkiej. Ale jest też jej głównym motorem napędowym. Żaden ludzki humanista, czy naukowiec nie może równać się z Brujahami, czy Kapadocjanami. Żaden artysta z Toreadorami i Ravnosami. Żaden szaleniec z Malkavami... My jesteśmy kwintesencją ludzkiej myśli i sztuki. W nas objawia się to co "ludzkie".
Tak, jest w nas Bestia. Bestia po stokroć mocniejsza i groźniejsza od ludzkiej. Ale kto powiedział, że nie możemy jej kontrolować? Czy to, że zostaliśmy uczynieni tym kim jesteśmy usprawiedliwia nas? Zwalnia z wszelkiej odpowiedzialności? Nie. Od nas tylko zależy kim... lub czym się staniemy.
Bracie, od trzystu lat nikogo nie zamordowałem. Od dwustu czterdziestu nie skłamałem i nie odmówiłem pomocy potrzebującym. Dlatego dziś opowiedziałem Ci o mym domu. Dlatego odmówiłem wyjaśnień gdzie to było i dlaczego odszedłem. Dlatego nie powiem Ci ile mam lat. Mógłbym skłamać i zapewnić sobie w ten sposób bezpieczeństwo i spokój, ale nie chce kłamać. Sto lat już mija jak nie musiałem zabijać w samoobronie. I nie wiem czy jeszcze bym potrafił. Czy zdobyłbym się na to.
Dawniej robiłem rzeczy straszne. Choć może zbrodnie me bledną przy czynach innych z naszego rodzaju, niemniej nie raz i nie dwa skazałem się na wieczne potępienie. Lecz zrozumiałem coś. Zrozumiałem coś trzysta lat temu.
Zrozumiałem widząc jak mój przyjaciel umiera. Umiera nadziany na włócznie, miecze i widły tych, których bronił i kochał. Umierał palony pochodniami pachołków, rozdzierany ostrzami wojów i zlewany wodą świeconą przez księdza, któremu uratował życie. Umierał wywleczony ze swego leża przez wściekły tłum. Wywleczony na mordercze słońce. Nie podniósł na nich ręki. Nie bronił się. Nie uciekał nawet. Tylko wił się w niewypowiedzianym cierpieniu ciała i duszy... I płakał.
I wtedy, kiedy ciało jego rozsypywało się już w proch i pył, z którego powstało, kiedy Ostateczna Śmierć stałą już nad nim, zobaczyłem najdziwniejszą z rzeczy jakie dane mi było oglądać przez wieki mych wędrówek. Na jego oparzonej, pociętej i zalanej krwią i łzami twarzy spostrzegłem coś co odmieniło resztę mojego nieżycia. Zobaczyłem uśmiech i błogość. Przedziwny, wewnętrzny spokój promieniujący z jego niewidzących już oczu.
Wtedy pojąłem, że jest dla nas szansa. Że my, tak samo jak i oni możemy zaznać spokoju duszy i odkupienia grzechów. A z czasem dotarło do mnie, że to my możemy być bardziej ludzcy od nich. Musimy być bardziej ludzcy od nich. Żeby nie było już więcej wampirów.
Tamtego ranka widziałem zbawienie.


Konor.
komentarz[3] |

Komentarze do "Arghayll"



Musisz być zalogowany aby móc oceniać.


© 2000-2007 Elixir. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Designed by Corwin Visual
Engine by Khazis Khull based on jPortal
Polecamy: przeglądarke Firefox. wlepa.pl


   Sonda
   Co chciałbyś znaleźć w Elisium?
WoD 2.0
inne podsystemy
więcej artykułów
opowiadania
dyscypliny
historię/politykę
humor
Musisz być zalogowany aby móc głosować.

   Top 10
   O dramie słów...
   Cytaty i wypo...
   Więzy Krwi
   Wampir na sre...
   Podręczniki- ...
   Szpitalik
   Ventrue
   Tremere
   Artur Lafayette
   Gangrel

   Statystyki
userzy w serwisie:
gości w serwisie: 0

   ShoutBox
Strona wygenerowana w 0.054718 sek. pg: