..:: ELIXIR | Gry Fabularne(RPG) | Gry Komputerowe(cRPG) | Fantastyka | Forum | Twoje Menu Ustawienia
   » Ogólne

   » Rozgrywka

   » Świat

   Szukaj
>NASZE STRONY
 MAIN
:: Strona Główna
:: Forum
:: Chat
:: Blogi

 GRY FABULARNE
:: Almanach RPG
:: Neuroshima
:: Hard HEX
:: Monastyr
:: Warhammer
:: Wampir
:: D&D
:: Cyberpunk2020
:: Earthdawn
:: Starwars
:: Arkona

 GRY cRPG
:: NWN
:: Baldurs Gate
:: Torment
:: Morrowind
:: Diablo

 FANTASTYKA
:: Literatura
:: Tolkien
:: Manga & Anime
:: Galeria

 PROJEKTY
:: Elcards
:: Chicago

Et tu quandoque degustabis imperium*
*(I ty kiedyś zakosztujesz władzy)




Siedział przemoczony w brudnym, cuchnącym ścieku. Na dźwięk głosów wcisnął się mocniej w jedną z licznych wnęk. Wraz z upływem czasu hałasy nasilały się, a on bał coraz bardziej. Wtulił się mocniej w kąt i użył niewidoczności w nadziei, że może jakimś cudem nikt go nie zauważy.
Dość mocne szturchniecie w ramię wyrwało go z rozmyślań. Mało nie krzyknął, gdy poczuł dotyk na swym ciele, jednak ręka jego prześladowcy była szybsza i zastawiła mu usta. Poczuł nieprzyjemny smak ropy i zgnilizny. Po chwili atakujący go osobnik odwróciła swa ofiarę twarzą do siebie, jednocześnie wypuszczając z uścisku.
- Foureyes!- zdziwienie uciekiniera nie miało granic, gdy przed sobą zobaczył znajomego Nosferatu.
- Ty mi tu teraz nie gadaj, tylko chodź, zanim tamci nas znajdą.
Na twarzy Szczura pojawiło się cos na kształt uśmiechu, co przy pokrytej ropnymi wyrostkami skórze i jej zielonkawym odcieniu wyglądało raczej upiornie niż pocieszająco. Zdeformowany wampir na chwile przymknął swe oczy, po czym zdecydowanie wskazał jeden z kierunków tunelu w którym się znajdowali.
- Tam!
Szybkim, aczkolwiek jak najostrożniejszym i najcichszym krokiem dwóch kainitów udało się z tamtą stronę.
- Nie znam tych kanałów, bo to nie mój teren, jednak instynkt podpowiada mi, że idziemy w dobrym kierunku. Jest tam sporo gryzoni, więc może być i wyjście. Lub ktoś z mego klanu....


***


Powtórny dźwięk telefonu zmusił go do odebrania rozmowy. Książę prosił go, by pojawił się dzisiejszej nocy w Elizjum, gdyż ma do omówienia pilną sprawę. Chociaż posiadał przy swym boku Radę Primogenów żadnemu z nich nie ufał; szczególnie po ostatnich wydarzeniach, gdy ktoś uprzedził Sabat o planowanym na ich schronienie ataku. O obecności Miecza Kaina w mieście doniósł mu właśnie Arkadius i teraz tylko jemu ufał. Młody Arystokrata cieszył się przyjaźnią Księcia i .. zawiścią starszych miasta. Choć miał dopiero 53 lata i 11 generację był w Domenie bardziej szanowany niż niektórzy z Primogenów- a przynajmniej tak się wydawało. Jednak im wyżej piął się po drabinie władzy, tym więcej wrogów spotykał na swej drodze. Dotychczas ignorował podejmowane przez nich działania, gdyż nie mogły mu ani zaszkodzić, ani podkopać zaufania władcy.
Podszedł do szafy i wyjął z niej najlepszy garnitur- nie przepadał za nimi, jednak jako Ventrue czasem musiał je nosić. Dla świętego spokoju jak mawiał. Miał dość problemów na głowie, by nie ściągać sobie kolejnych. Toczenie batalii z własnym klanem o sprawy tak nieistotne jak sposób ubioru nie było jego ulubionym zajęciem.
Szybko przebrał się ze swej skórzanej kurtki w " mundurek", jak określał garnitury, założył nieodzowne lustrzanki, a następnie pospiesznym krokiem udał do wyjścia. Zbiegł po schodach kamienicy w której mieszkał i wsiadł do zaparkowanego przed nią, nieco już wysłużonego Porsche. Dynamicznie ruszył i od razu pojechał w stronę mieszczącego się w eleganckim, nocnym klubie Elizjum. Podmuchy powietrza rozwiewały jego blond włosy, które do rytmu "Bloodsucker 2000" i "Deception" falowały na wieczornym wietrze.
Jego sposób bycia był dla niektórych dość dziwny i chwilami przypominał raczej egzystencje Brujaha niż Ventrue. Już za życia pasjonował się samochodami i uwielbiał pracę przy nich. Z autami miał bardzo dużo kontaktu, gdyż jego śmiertelny ojciec był właścicielem salonu z tymi pojazdami. Na ówczesne czasy jego rodzina była jedną z najbogatszych w mieście, jednak nieustające konflikty z konserwatywnym ojcem spowodowały, że w wieku 22 lat Arkadius odszedł z domu porzucając cała fortunę. Kilka dni później został Przeistoczony przez 10 generacji Ventrue, Marcusa. Starszy kainita widział w chłopaku szanse na poprawienie własnego bytu i interesów. Liczył że "wyprostuje" swego nowego Potomka i nakłoni do przejęcia firmy, która od kilku dni pozostawiona była sama sobie. Tydzień wcześniej bowiem zmarł na zawał ojciec Arkadiusa, Alberto Fresco. Po śmierci męża matka chłopaka, Dorothy, pogrążyła się w takiej rozpaczy, że nie była w stanie przejąć kontroli nad rodzinnym interesem.
Niemal zmuszony przez swego nowego Ojca, Arkadius objął prezesurę salonu i mocno złapał ster dowodzenia. Miał talent do interesów, jednak nienawidził siedzenia za biurkiem i papierkowej roboty. Był niespokojnym duchem, potrzebował ruchu i wrażeń. Podjęta praca więziła go coraz bardziej.
Pomimo protestów Stwórcy po roku porzucił salon, zabierając ze sobą jedynie trochę gotówki i najszybsze auto jakie było na składzie.
Nie mając już z niego żadnej korzyści, Marcus przedstawił Syna Księciu i pozostawił własnemu losowi, samemu wyjeżdżając do Wielkiej Brytanii w poszukiwaniu posłuszniejszego Dziecka. Zanim jednak to zrobił, przez cały rok kiedy przebywał ze swym Potomkiem mocno się wzbogacił na jego pieniądzach.
A 24 letni Arystokrata zaczął uczyć się zwyczajów Rodziny z Chicago.
Skręcił w boczną ulicę i podjechał pod jeden z najelegantszych i najdroższych lokali w mieście. Stojący przed wejściem parkingowy odebrał od niego kluczyki i odprowadził samochód, a on sam energicznie wszedł do środka, niemal od progu zderzając się z gospodarzem. Maxymilian był 7 pokoleniowym Ventrue, wcześniejszym Primogenem klanu, który po śmierci sławnego Lodina zajął jego miejsce na książęcym tronie. Był jednak o wiele bardziej tolerancyjny i uprzejmy dla swych rezydentów niż jego poprzednik, co zdecydowanie odpowiadało Błękitnej Krwi.
- Miło mi cię widzieć Arkadiusie. Dziękuję, ze przybyłeś niezwłocznie po mym wezwaniu, ale sprawa jest najwyższej wagi.
Maxymilian ujął młodszego wampira za ramie i zaprowadził na tyły budynku, gdzie miał prywatne pokoje. Jako Książę posiadał on wprawdzie także gustownie urządzoną willę za miastem, jednak większość czasu spędzał tutaj, w swym klubie o wdzięcznej nazwie "Black Rose", gdzie był łatwo dostępny dla wszystkich zainteresowanych. To właśnie tutaj, w klubie, odbywały się obrady Primogenu i inne społeczne rytuały Rodziny- oczywiście wszystko z dala od oczy śmiertelnych...
- Niestety, ostatnimi czasy doszły mnie słuchy, że Sabat zbiera siły i planuje zmasowany atak na miasto- ton mówiącego kainity zmienił się nieco... posmutniał jakby- Jeszcze bardziej nieprzyjemne jest to, że pośród nas jest zdrajca współpracujący z wrogami i sabotujący nasze akcje. Tylko ty i Primogeni wiedza co naprawdę się dzieje i to ktoś spośród waszego kręgu jest wtyczką Sabatu. Ciebie o to nie podejrzewam- nie po to ratowałeś moje nieżycie by mnie teraz zdradzać. Ale.. Muszę jak najszybciej dowiedzieć się kto za tym stoi i zrobić porządek z zaistniałą sytuacją. Bo jeśli sytuacja się nie poprawi, a w mieście nadal wybuchać będą walki, to czeka nas wizyta Egzekutor de Guil. Chyba zdajesz sobie sprawę z tego, co to oznacza.. I jakie będą konsekwencje..
Arkadius wyszedł od Księcia mocno po północy. Martwiła go bardzo sytuacja w Domenie, żal mu tez było samego Maxymiliana. Postanowił osobiście skontaktować się z Primogenem Ventrue i porozmawiać. Liczył na to, że może zdobędzie jego poparcie i uda mu się namówić go do podjęcia jakichś akcji zanim będzie za późno. Pozostawał jeszcze ktoś- należący do klanu Nosferatu haker o wdzięcznym imieniu Foureyes. Być może on coś wie, lub w razie potrzeby da radę śledzić przepływ informacji pomiędzy podejrzanymi osobami.
- Muszę do niego zadzwonić- rzekł sam do siebie- Powinien być skłonny do pomocy, jeśli zaofiaruje mu się fundusze na poszerzanie jego zainteresowań. Być może to jedyna szansa, by uratować miasto...
Arystokrata wrócił do swego schronienia i pierwszą rzeczą jaką zrobił było włączenie komputera... Sieć, kochana Sieć..


***


- Wasza Ekscelencjo..- ciemnowłosy wampir usłużnie pochylił głowę przed stojącym przed nim Sabatnikiem- Z tego co mi wiadomo, jeśli ustalony wcześniej plan nadal będzie szedł po naszej myśli w ciągu miesiąca przeklęty Maxymilian pożegna się nie tylko ze stołkiem, ale i nieżyciem. A wtedy ja obejmę władzę i oddam ci miasto, mój Panie... Na razie rozważana jest możliwość wezwania do miasta Egzekutora, albo to raczej Egzekutor rozważa możliwość odwiedzenia nas.. Jego wizyta mocno podkopałaby pozycję tego pożałowania godnego, samozwańczego Książątka. Definitywnie straciłby władzę, a jeśli nadarzyłaby się okazja może udałoby się przy okazji pozbyć i Justicara.. Mój Panie.. - głęboki ukłon w stronę obcego kainity.
- Doskonale Primogenie- lekko krzywy uśmiech zagościł na twarzy arcybiskupa- Doskonale...


***


Od czasu rozmowy Arkadiusa z Księciem minęły dwa dni, podczas których miasto przeżyło kilka pozornie nieuzasadnionych wybuchów przemocy i wojny gangów. Zresztą, to przecież Stany Zjednoczone.. To tu całkowicie normalne...
Brutalny Jyhad toczący się pod przykrywką słodkiej, niewinnej Maskarady...


- Książę, w związku z pogarszającą się sytuacją Domeny wnoszę o wezwanie do miasta Egzekutora. Wiem, że jest ot bardzo śmiałe posuniecie i zdaję sobie sprawę z konsekwencji, jakie to za sobą pociągnie, ale chyba lepiej będzie jeśli zawczasu przyjmiemy pomoc.. Chyba lepiej obrać nowego władcę, jeśli, nie daj Kainie, zajdzie taka konieczność, niż szukać nowego schronienia.. Najważniejsze jest przecież miasto i władza Camarilli, a nie prywatne stanowiska i interesy... Czyż nie tak, mój Książe?
Głos Primogena Ventrue, Alexandra Smitha, był słodki niczym miód i pełen fałszywej dobroczynności i pozornej troski o Domenę. Maxymilian wiedział, że Alexander tylko czeka, by wygryźć go ze stołka. Sam pragnął władzy, jednak za późno zadziałał kiedy Lodin zginął i doszło do wyboru nowego Księcia. Nie mógł sobie tego wybaczyć i teraz, kiedy tylko się dało, krytykował plany Maxymiliana. Książę był jednak za starym wampirem, by dać się tak łatwo sprowokować. Puścił mimo uszu słowa Smitha i sam zaczął mówić.
- Nie, nie będziemy nikogo wzywać. Damy radę sami. Co by o nas pomyśleli współklanowcy, gdybyśmy oficjalnie przyznali się, że nie radzimy sobie z kilkoma szczeniakami Sabatu. Nie sądzę panowie, że chcielibyście, by pokazano was jako, wybaczcie mi te słowa, tchórzy i bandę nieudolnych staruchów...
Pomruk niezadowolenia przeszedł pomiędzy członkami Rady. Szczególnie zdegustowani tą wypowiedzią byli Primogeni Ventrue i Tremere. Maxymilian nie zwracając na nich uwagi kontynuował wypowiedź.
- Tym bardziej, że poprosiłem już Arkadiusa by zajął się tą sprawą...
- Arkadius i Arkadius !!! Nic innego nie słyszę, tylko imię tego szczeniaka! Kimże on jest, że ma większy posłuch u ciebie niż my !- Alexander był już poważnie wyprowadzony z równowagi- To my jesteśmy Radą Primogenów, Radą naszych Klanów, i to my będziemy decydować o polityce miasta, a nie on !
- Nie zapominaj, że to on uratował me nieżycie i wykrył Sabat.
- Tak, bo sam go tu sprowadził- wypowiedź Księcia przerwały słowa Primogena Tremere- A teraz cały czas szpieguje i donosi. Bo tylko my i on wiemy, co się dzieje. A może to my jesteśmy szpiegami ?!
- Panowie, spokojnie. Nie ma powodów do wspólnych oskarżeń. Nie zapominajmy wszyscy że właśnie na to liczy wróg. Arkadius chce tylko dobra Domeny, tak samo jak my. Nie trzeba go od razu atakować. Nie mamy żadnych dowodów na to, że jest zamieszany we współpraca z Mieczem Kaina. Proponuję pozostawienie go w spokoju i zajęcie się naprawdę istotnymi sprawami.
Aksamitny głos Damiena, Primogena Toreador, uspokoił nieco wzburzonych kainitów.
- Primogen Damien ma rację. Zamiast kłócić się o to kto jest winny spróbujmy opracować metodę zapobiegnięcia atakom i zażegnajmy wspólnie ten problem..
Dyplomatyczny głos i postawa Maxymiliana ostatecznie zakończyła kłótnię. Rada potakująco skinęła głowami i tylko Tremerowi ciut za głośno powiedziało się "Phi.. Książę zaś się wymiguje..". Pozostali spojrzeli na niego badawczo, jednak sam adresat wypowiedzi pozostał niewzruszony.

Cała noc obrad zakończyła się podjęciem decyzji, że dopóki sytuacja nie przybierze naprawdę złego obrotu, miasto samo będzie radziło sobie z własnymi problemami. Ale jeśli tylko Maskarada lub władza Camarilli w mieście zostanie poważnie zagrożona, Książę do razu wezwie do Domeny Egzekutora. To była rozsądna decyzja.


***

- Ten ventrowski szczeniak sprawia coraz więcej problemów. Maxymilian ufa tylko jemu. Ostatnio wezwał go nawet na prywatną rozmowę do Elizjum, niestety jej treść jest mi nieznana, Wasza Ekscelencjo...
Siedzący na jednym z wysokich, barowych krzeseł arcybiskup Bartolomew poruszył się nieznacznie. Słowa camarillskiego zdrajcy wywołał w nim złość i niesmak. Ten irytujący wampir nie potrafił nic zrobić. Wielce chce przystąpić do Sabatu, a nie potrafi sobie poradzić z jednym nowicjuszem. Żałosne. Ale przyjdzie pora i na niego. Dopóki donosi jest jeszcze użyteczny. Jednak kiedy miasto będzie już w rękach sekty... I pomyśleć, że ten półgłówek wierzy, że oddamy mu władzę i stanowisko Księcia. Śmieszne...
- No to zrób z nim porządek do licha! Czy ja wszystko muszę ci mówić i podawać na srebrnej tacy?
- Prze.. przepraszam Panie.. Zrobię jak każesz.. Tylko jjj....jak?
- Wymyśl coś !!!!!!
- O.. Oczywiście Panie. Czy życzysz sobie by cierpiał?
- Nie.. Zrób to tak by wyglądało na jego winę. Niech Maxymilian ogłosi na niego Krwawe Łowy. Znajdź powód, oskarż go i zrealizuj powierzone ci zadanie.
- Jak sobie życzysz, Panie...
- Możesz odejść. I pospiesz się z tym. Nie lubię nieefektywnych podwładnych...
- Tak wasza Ekscelencjo.
Wystraszony wampir skłonił się głęboko przed Sabatnikiem i pospiesznie wyszedł z klubu. Musiał szybko opracować jakiś sposób na pozbycie się młodego.. Zaraz... najbardziej z nienawidzony Primogen... To będzie cel.
Szedł pewnym krokiem przez wilgotne, oświetlone jasnymi lampami ulice Chicago. Migoczące neony nadawały jego twarzy upiorny wygląd. Na twarzy błądził paskudny uśmiech, a w oczach widać było tylko szaleństwo i upór. Wzmagający się ponownie wiatr rozwiewał długie, ciemnobrązowe włosy i szary płaszcz. Kainita wyglądał teraz jak prawdziwy Pan Nocy. I tak samo się czuł. Gdyby ktoś w tej chwili stanął na jego drodze nie mógłby liczyć na jakąkolwiek łaskę. Głód powoli zakradał się do jego umysłu, ale był jeszcze możliwy do opanowania. Przecznicę dalej wsiadł do zaparkowanego tam godzinę wcześniej srebrnego Mercedesa i ruszył do domu jednego ze swych wrogów. Wrogów i współpracowników zarazem.
Miał już plan.



***


Rozmowa z Foureyes przyniosła zamierzony efekt- Nosferatu obiecał zorientować się w sytuacji panującej w mieście. Arkadius wierzył w jego metody i liczył, że dzięki nim odkryje zdrajcę. Teraz jednak, zgodnie z wcześniejszym planem, postanowił udać się do Primogena Ventrue i przedstawić mu część sprawy.
Dom Alexandra znajdował się w willowej dzielnicy miasta. Młody Arystokrata pojechał tam swym Porshe krótko po 23.00. Ku jego zdziwieniu przed domem Primogena zobaczył srebrnego Mercedesa należącego do Primogena Toreador. Postanowił poczekać trochę w samochodzie. Poważnym naruszeniem etykiety byłoby bowiem przeszkadzanie ów kainitom w rozmowie.
Wyjął Newsweek'a kupionego poprzedniej nocy i zaczął przeglądać. Kiedy był przy artykule o wojnie w Iraku usłyszał krzyk. Po chwili zorientował się, że dochodził on z domu Smitha. Wyskoczył z samochodu i na akceleracji wpadł do środka. Na środku holu znalazł ciało właściciela domu lezące w kałuży krwi. Już nie żył.
Wyglądało na to, ze ktoś go zdiabolizował, gdyż na szyi znalazł ślady ugryzienia. Na ścianie znajdował się wyrysowany na szybko znak Sabatu. Czyżby to on był odpowiedzialny o tę zbrodnię? I gdzie jest Primogen Toreador?
Kiedy podnosił się z ziemi i chciał pójść rozejrzeć po domu, do środka wpadł Toreador i Książę. Obaj spojrzeli na umorusanego krwią swego zwierzchnika Arkadiusa, a następnie na znak Sabatu na ścianie. Na twarzy Maxymiliana pojawiło się ogromne zdziwienie na ten widok, tak samo jak na twarzy młodego Ventrue, który nagle uświadomił sobie, w jakiej znajduje się sytuacji. Klęczał nad zdiabolizowanym ciałem Primogena, które powoli zamieniało się w proch. Na rękach miał jego krew; znak Sabatu na ścianie jeszcze ociekał vitae.
- To.. to nie ja Maxymilianie.. Nie wiem kto i... jak...ale...
Próbował się wytłumaczyć, gdy oczy władcy zapłonęły złowrogim blaskiem. Nim się spostrzegł ten rzucił się na niego z pazurami. Sam nie wiedział kiedy udało mu się odskoczyć. Do walki włączył się także Primogen Damien. W pewnym momencie osaczyli go pod ścianą. Dalszej części nie pamięta. Długo więziona Bestia wyrwała się w końcu na wolność.

Kiedy odzyskał nad sobą kontrolę znajdował się w swoim samochodzie gdzieś na peryferiach miasta. Nie wiedział, czy zrobił cos kainitom, którzy niefortunnie pojawili się u Primogena czy tez nie, jednak jedna myśl nie dawała mu spokoju. Kto zabił Alexandra ? Damien ? Sabat ? A jeśli to Damien jest zdrajcą i to on współpracuje z Mieczem Kaina ? I dlaczego to mnie wrobiono w tą zbrodnię ?
Uspokoił się na tyle, by zacząć myśleć logicznie i począł zastanawiać się, co teraz ze sobą zrobić. Do miasta nie mógł wrócić, od razu by go zabito. Wyjazd też nie wchodził w grę- nie miał na to środków przy sobie, zresztą za zabójstwo Primogena będzie ścigany w całym kraju. Musiał w jakiś sposób znaleźć winnego i udowodnić wszystkim, że to nie on złamał Tradycje, a tylko stał się ofiarą czyjejś manipulacji. I musiał ukarać winnego. Obawiał się dodatkowo, że jeśli zabito już Alexandra, a jego wyeliminowano z gry, to także Książę może wkrótce zginąć. Jeśli sam już go nie zabił...


***


Conclave odbyło się jeszcze tej samej nocy. Chociaż do świtu pozostało już niewiele czasu, wstrząśnięty tym co zobaczył Maxymilian zwołał na 4.00 oficjalne zebranie Rady miasta. Bez większego zastanowienia, nagabywany przez Starszych i Primogen ogłosił na Arkadiusa Fresco Krwawe Łowy za złamanie Szóstej Tradycji. Zrobił to z ogromnym żalem, jednak to był jedyny sposób na ukaranie zdrajcy. Zawdzięczał mu jednak własne nieżycie i paskudnie się czuł z tym co zrobił. A jeśli to była pomyłka i chłopak był niewinny?


***

cdn...
Ventrue1.
komentarz[9] |

Komentarze do "Et tu quandoque degustabis imperium*"



Musisz być zalogowany aby móc oceniać.


© 2000-2007 Elixir. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Designed by Corwin Visual
Engine by Khazis Khull based on jPortal
Polecamy: przeglądarke Firefox. wlepa.pl


   Sonda
   Co chciałbyś znaleźć w Elisium?
WoD 2.0
inne podsystemy
więcej artykułów
opowiadania
dyscypliny
historię/politykę
humor
Musisz być zalogowany aby móc głosować.

   Top 10
   O dramie słów...
   Cytaty i wypo...
   Więzy Krwi
   Wampir na sre...
   Podręczniki- ...
   Szpitalik
   Ventrue
   Tremere
   Artur Lafayette
   Gangrel

   Statystyki
userzy w serwisie:
gości w serwisie: 0

   ShoutBox
Strona wygenerowana w 0.052019 sek. pg: